Boks reklamowy

Obywatelu masz wypadek, dzwoń do rodziny. Małopolskie pogotowie nie ma karetek!

- Poszkodowana jest przytomna? Niech zadzwoni do rodziny, żeby ją ktoś odwiózł do szpitala - słyszę kobietę w słuchawce. - My nie mamy karetek, żeby wysłać do każdego. Tak na moje telefoniczne zgłoszenie wypadku rowerowego na trasie rowerowej Euroregionu Tatry odpowiedziała mi dyżurna małopolskiego pogotowia po wykręceniu numeru 999.


Jest późne popołudnie 05.05 2017. Na zegarze koło 17.00. Zatrzymuje się, żeby odpocząć przy drugiej wiacie Ludźmierskiej na Historyczno-Kulturowo-Przyrodniczym Szlaku Rowerowym wokół Tatr. Chce chwilę odsapnąć. Na liczniku mam jakieś 20 przejechanych kilometrów. Między nogami czuję bardziej rowerowe siodełko niż jakikolwiek inny organ. To mój pierwszy wypad wiosenny po naprawie roweru. Nie jeździłam prawie miesiąc. Przy wiacie z drugiej strony są dwie młode dziewczyny, z mojej strony stoi rower sympatycznej nowotarżanki. Twarz pamiętam, ale jeszcze jej nie kojarzę. Wdajemy się w pogaduszki raczej techniczne dotyczące jazdy rowerem i jej mierzenia. Ostatecznie wysyłam sms-em adres aplikacji Endomondo zachęcając do korzystania. Dzięki telefonom nawiązujemy kontakt, umawiamy się na jakąś ewentualną kawę. Mieszkamy niedaleko: ja przy Szaflarskiej, ona przy Podhalańskiej. Razem jeździ się raźniej.

Postanawiamy zdobyć Rogoźnik - to kolejna miejscowość na szlaku rowerowym. Wsiadamy na rowery, by dalej jechać razem. Ja dosiadam starą męską szosówkę, którą podprowadziłam znajomemu pod jego nieobecność. Moja towarzyszka wsiada na nowiuteńki rower - prezent, który sprawiła sobie w grudniu pod choinkę. Zatrzymuje mnie odgłos upadającej za mną osoby. Na długości wiaty leży moja towarzyszka podróży. Wydarzenia dalej toczą się szybko. Dziewczyny pomagają mi odciągnąć rower i przypomnieć sobie numer na pogotowie. Nie pozwalam się ruszyć poszkodowanej, widzę przesunięte kości w nadgarstku, ręka puchnie. Prawdopodobieństwo złamania w tym miejscu jest pewne. Boję się jednak, że mogło dojść do innych obrażeń. Dzwonię na pogotowie. W słuchawce słychać kobietę. Wiem, że dodzwoniłam się do Krakowa, bo tam teraz jest centrum rozrządu karetek. Pani na destrukcyjne argumenty w tym wypadku zmarnowała tyle czasu, że karetka zdążyłaby dojechać do poszkodowanego.

- Proszę pani potrzebna jest karetka pogotowia. Na rowerze przewróciła się kobieta. Na pewno jest uraz prawej ręki. Wypadek jest na trasie rowerowej w Ludźmierzu koło Nowego Targu - mówię do słuchawki.
- Proszę pani czy poszkodowana jest przytomna? - słyszę pytanie.
- Tak jest przytomna - odpowiadam i powtarzam serię pytań i odpowiedzi pani z pogotowia i pani leżącej przy rowerze.
- Nie ma jakiejś rodziny, żeby ją przywiozła do szpitala? - słyszę w końcu.
- Tak pani ma syna. Mieszka na drugim końcu Podhala (jakieś 20 km z okładem czas dojazdu według mapy jakieś 30 min z tolerancją do 10 min przy pustej drodze) i nie ma pewności czy jest w domu, ale spróbuje zadzwonić - odpowiadam.

Czekamy na odpowiedź z drugiego telefonu. Syn może przyjechać po matkę. Jeszcze sprawdzamy czy pani leząc może się poruszać. Telefon z pogotowia się rozłącza. Pani na koniec upewniła się czy zostanę przy poszkodowanej. Szlag mnie trafił i ironicznie zauważyłam, że nie jestem pogotowiem, to zostanę i pomogę tej kobiecie. Na moim zegarze jest 17:07 i adnotacja, że rozmowa trwała ponad 5 min (dojazd karetki ze Szpitala w Nowym Targu według mapy to 14 min bez koguta). Z pomocą dziewcząt, które cały czas są świadkami wszystkich wydarzeń podnosimy leżącą kobietę. Wtedy okazuje się, że poszkodowana nie może stanąć na prawą nogę. Odległość od ławeczki na której posadziłyśmy kobietę do wjazdu, gdzie trzeba ją przetransportować jest duża jakieś 300 m, a naokoło rowy, fosa i barierki. Dzwonię po raz drugi na pogotowie. Koło 17:15 telefon przyjmuje młoda dziewczyna. Podaję dane, namiary, tłumaczę co się stało. Całość trwa koło 2,5 min i kończy się krótkim komunikatem - wysyłam karetkę. Po 10 minutach pokazuję pojazdowi uprzywilejowanemu, że tu może stanąć. Z trudem sanitariusze sadzają panią na wózku. Najtrudniej było załadować poszkodowaną do karetki. Chwilę potem wchodzę do ambulansu. Widzę jak w karetce trwa diagnozowanie kobiety. Lekarz mówi, że podłączył przeciwbólową kroplówkę. Podejrzewa złamanie ręki, a noga wygląda na mocno potłuczoną , ale wyrokować nie będzie. W ręku mam klucze do mieszkania kobiety, na zewnątrz nowy rower. Do karetki poszłam po to, by wziąć numer telefonu do syna poszkodowanej , by resztę z nim w razie potrzeby ustalić.

Jest prawie 17.30, kiedy zjawia się w końcu syn poszkodowanej. Najpierw idzie do ambulansu, żeby zobaczyć mamę. Potem na chwilę anektuję ja człowieka. Przekazuję mu klucze i powierzam rower. Sprawa załatwiona. Wszystko oddane w ręce specjalistów.

Cztery minuty później jadę w kierunku Rogoźnika. Przed oczami mam ostatnie ruchy wojewody Józefa Pilcha. To jego biuro prasowe jeszcze niedawno bombardowało mnie zaproszeniami na przekazanie karetek, a to tych spod igły kupionych na Światowe Dni Młodzieży, a to tych ekstra darowanych z puli wojewody czy ministra. W uszach mi brzmiała rozpacz kobiety z pogotowia mówiącej mi, że oni nie mają karetek, co zbyłam śmiechem mówiąc, że to koliduje z obrazem jaki rysuje przed dziennikarzami sztab wojewody.

Wniosek rysuje się stąd prosty. Małopolski Wojewoda karetki daje po politycznym uważaniu, a nie według potrzeb. Ty zaś obywatelu płać na służbę zdrowia, a w razie czego nie dzwoń na pogotowie, dzwoń do rodziny, bo tylko ta cię dowiezie do szpitala. Sarkazm? Ta historia wydarzyła się naprawdę. Byłam jej bezpośrednim uczestnikiem. Historia jak się okazuje z felerem. Gdyby doszło do zderzenia rowerów można by wezwać policję . Wtedy karetka przyjeżdża obligatoryjnie. Gdyby kobieta była pijana pogotowie pewnie by przyjechało. Maneli w tym kraju ratuje się nawet wbrew ich woli. W najgorszym wypadku pijanemu funduje się darmowy przejazd niebieską limuzyną. Tu jednak rowerzystka była trzeźwa, pracująca, płacąca składki - jednym słowem zbyt porządna, by zasłużyć sobie na przyjazd pogotowia zaraz za pierwszym razem. Dziś dostałam telefon od kobiety, z którą planowałam wypad do Rogoźnika. Dziękowała mi za pomoc. Kiedy powiedziałam, że każdy na moim miejscu postąpił by tak samo powiedziała mi, że miała okazję słyszeć i widzieć, ze nie każdy.

 



Zobacz ofertę sklepu z akcesorimi i odzieżą turystyczną SZLAK.CO



2017-05-06 11:55 941 pogotowie, Nowy Targ, Nowotarski, Małopolska , Szpital, wypadek rowerowy , rower

Komentarze

~Wolontariusz

Pani z Pogotowia ma zdecydowane poczucie humoru : dzwoń po rodzinie

Dodaj komentarz

Twój mail będzie niewidoczny

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67

Warning: A non-numeric value encountered in /twoje-podhale.pl/modules/Site/Class/Seo.php on line 67